Wraz z nadejściem ostatniego tygodnia maja uświadomiłam
sobie, że zaraz wyjeżdżam. Ot tak, nagle. Zostałam więc pochłonięta przez wir
uczelnianych spraw. W dodatku musiałam zająć się przeprowadzką do nowego M
(niestety, jeszcze nie własnego). Zabrakło czasu na przygotowanie się do
wyjazdu, a co dopiero napisanie posta.
Jestem już na miejscu od ponad trzech tygodni. Miałam
napisać o procesie aplikacyjnym, ale zrobię to innym razem, bo w tym momencie
jakoś tak dziwnie J
Tymczasem przedstawię kilka mniej lub bardziej oczywistych kwestii, na które
trzeba się przygotować jadąc do USA:
- Zmiana klimatu – niby żadne zaskoczenie, ale warto nastawić się psychicznie na to, że cera zacznie wariować, a wypielęgnowane włosy będą wiecznie napuszone.
- Chlorowana woda – kolejne zło dla skóry i włosów, co więcej taką wodę się tu pije – czy to na campie, czy w restauracji – pyszna woda niczym zaczerpnięta z basenu!
- Życie w zamknięciu – campy zwykle znajdują się in the middle of nowhere i czasem jedyną rozrywką może być wypad do Walmartu/ McDonalda raz w tygodniu. Ja akurat teraz mogę opuszczać camp każdego wieczoru, ale poprzednio nie było tak wspaniale J
- Amerykański styl życia – uśmiech przyklejony do twarzy i mówienie How is it goin’ za każdym razem, gdy kogoś się mija musi wejść po prostu w krew. Oprócz tego irytujące może być to, że Amerykanie będą przesadnie przepraszać za każdy drobiazg..
- Amerykańskie poczucie humoru –daruj sobie wszelkie nietaktowne, płytkie, chamskie żarciki. Jeśli ma się dość specyficzne poczucie humoru trzeba naprawdę uważać. Lepiej też nie poruszać kwestii religii, nie żartować z religijności, gdyż Oni tu tak na poważnie noszą bluzki ze świętymi sentencjami.
- Tony słodyczy – nawet jak na co dzień nie je się słodkości, to widząc regał przeróżnych rodzajów OREO naprawdę ciężko się powstrzymać! A te ciasteczka to tylko kropla w morzu smakołyków
- Podatki niezawarte w cenie – masz dolara w kieszeni i cieszysz się, że tyle kosztuje hamburger w Macu? Nie tak szybko, musisz wygrzebać jeszcze parę centów, bo podatki doliczane są na koniec każdej transakcji.
- Poziom Twojego angielskiego – prawie każdy (poza studentami filologii angielskiej) z przykrością stwierdza, że nie potrafi się poprawnie wysłowić. Dopóki miałam angielski w szkole czy na studiach, byłam naprawdę świetna. Późniejszy brak praktyki spowodował u mnie uwstecznienie w tej kwestii :D Teraz ponownie wyjechałam bez przypominania sobie języka i jest źle, ale trzeba gadać i się nie przejmować.
- Spożywanie alkoholu – od 21 roku życia, to jasne. ID sprawdzane jest przy każdej transakcji, zwykle wszystkim osobom znajdującym się przy kasie, więc lepiej żeby nieletni nie stali w pobliżu. Oprócz ograniczeń wiekowych należy wziąć pod uwagę to, że w każdym hrabstwie mogą wystąpić różne regulacje prawne dotyczące sprzedaży alkoholu, jak na przykład:
- całkowity zakaz sprzedaży,
- zakaz sprzedaży w niedziele,
- zakaz sprzedaży po godzinie 23.
To wszystko, co mi w tym momencie przychodzi do głowy.
Naprawdę ciężko zebrać myśli i znaleźć czas na pisanie będąc na campie (projekt
na zaliczenie też czeka na lepsze czasy, to znaczy wrzesień. Mimo wszystko mam
nadzieję, że uda mi się jeszcze coś opublikować w te wakacje.
Pozdrawiam serdecznie,
dadzia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz