piątek, 15 maja 2015

Cultural Exchange - jaki program wybrać?

W dzisiejszym wpisie rozwinę temat programów wymiany kulturowej, dzięki którym można odbyć podróż za ocean :) Organizatorów takich wyjazdów jest wielu. W każdym większym mieście można jakiegoś znaleźć. Dlaczego zatem zdecydowałam się na Camp America?

Przede wszystkim dlatego, że płacę niewielkie pieniądze w porównaniu do innych programów Work&Travel. Dla osób jadących pierwszy raz dokładnie takie: 

I rata 299 zł
II rata 199 zł
III rata 1985 zł
Razem 2483 zł + wiza 160$. 

Czyli płacę około 3000 PLN i nie martwię się już niczym. CA załatwia wszystko :) Ta cena zawiera loty w dwie strony, transfer do miejsca pracy – a w związku z tym, że pracuje się na campie, to kwestie przeżycia (zakwaterowanie i wyżywienie) też ma się z głowy. Aha, zapomniałam o ubezpieczeniu – oczywiście to też jest zagwarantowane na cały pobyt. Wszystko ładnie, pięknie i jeszcze dostaje się wypłatę na koniec! No dobra, tu trochę przesadziłam, ciężko nazwać to wypłatą :) Oficjalna nazwa to pocket money, które wynosi 1200$ za cały kontrakt trwający do 9 tygodni. Szału nie ma, ale trzeba sobie wbić do głowy, że nie jedzie się tam dla kasy. Ja sobie powiedziałam, że jadę na SUPER WAKACJE po taniości. Jeśli chce się wrócić z worem pieniędzy, to się jedzie do pracy sezonowej gdzieś w Europie…

…albo na typowy program W&T. Przy intensywnej pracy można przywieźć do Polski około 10 000 zł. Brzmi dużo lepiej, niż oferta Camp America. Ale wyjazd jest dużo droższy. Podaję ceny znalezione na stronie jednej z organizacji:

I rata 850 zł
II rata 985 $ (ok. 3365 zł przy kursie 3,6)
Razem 4215 zł + wiza 160$ … + przeloty + transfer do miejsca pracy + zakwaterowanie + wyżywienie...

Szacuję, że około 7000 PLN trzeba wyłożyć. I jeszcze $$, żeby przeżyć na początku. Zwykle sponsor wymaga zabrania ok. 1000 $. Przyznam szczerze, że zastanawiałam się nad tą opcją, gdyż bardzo nie chciałam po raz kolejny pracować za darmo. Ale niestety, zbyt duże koszty. Można je oczywiście rozłożyć na raty czy spłacić po powrocie. Ale wizja przywiezienia większych pieniążków tylko po to, żeby je zaraz oddać, jakoś do mnie nie przemawia. Jeśli jednak ktoś ma na zbyciu parę tysięcy więcej i nie musi się zapożyczać, to na pewno warto rozważyć tę opcję.

Pozostając w temacie kosztów, wspomnę o dodatkowo płatnych kwestiach, jakie się pojawią po drodze:
uzyskanie zaświadczenia o niekaralności (obecnie 30 zł)
zdjęcia wizowe 
przesyłki pocztowe/kurierskie
dojazdy na spotkanie wizowe, orientation, lotnisko (chyba, że jest się szczęściarzem z Warszawy i ma wszystko na miejscu :) )

Trochę się tego uzbierało, ale jak dla mnie to i tak najlepsza opcja wyjazdu do USA. Wszelkie wycieczki są dużo droższe i trwają tylko dwa tygodnie :) 

Następny post będzie o procesie aplikacyjnym,

xoxo
dadzia :)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz